Kategorie

  • Brak kategorii

Krzysztof Ibisz

na targach ślubnych. emanujący swym czarem, urokiem, inteligencją. w satynowym garniturze. z żenującymi żarcikami.

hoho

K: Ceri, narysuj coś wesołego
C: No przecież się uśmiecha

życiowa decyzja

22 lata. tyle zajęło mi podjęcie decyzji o przekłuciu uszu.

chcesz nit?

od jakiegoś czasu próbowałam dojść do tego, dlaczego tak bardzo podobają mi się modernistyczne budowle. w przypadku niektórych, konkretnych przykładów tego typu architektury, odpowiedź jest dość łatwa – wyważone proporcje, dobre detale, ład, harmonia, porządek i funkcjonalność. gorzej kiedy przychodzi mi oglądać projekty rodem z PRLu – kiedy ich realizacje ogląda się na żywo, kilkadziesiąt czy kilkanaście lat po oddaniu do użytku, raczej chce się rzygać niż zachwycać, zaś gdy widzę ich zdjęcia, robione świeżo po ukończeniu budowy, wydają mi się dość idylliczne. zwykły blok mieszkalny na czarno-białej fotografii nagle staje się ucieleśnieniem ideałów Bauhausu, odnoszę wrażenie, że pochodzi z jakiejś innej, odległej nie-rzeczywistości.

dziś odkryłam, co tak urzeka mnie w fotografiach świeżo wykończonych, PRLowskich bloków.

nie ma na nich żadnych ludzi.

czasami, gdy wracam skądś po ciemku, ale na tyle wcześnie, że w oknach bloków palą się jeszcze światła, zastanawiam się, jak to możliwe, że w jednym budynku może mieszkać ponad setka ludzi, każdy ze swoim życiem; na osiedlu jest bloków kilkanaście, łącznie prawie 20 tysięcy mieszkańców. przez moje życie przewinęła się tylko garstka z nich – sąsiedzi albo ludzie poznani w tutejszej szkole. dłuższy czas myślałam, że wszyscy jesteśmy w miarę tacy sami, równi, że nasze życia potoczą się według jednego schematu. kiedy słyszałam mądrości, iż ludzie z rodzin robotniczych zazwyczaj nie idą na studia, myślałam, że to jakiś kit. okazało się, że jednak nie. naprawdę nie sądziłam, że taka durnota, jak pochodzenie społeczne może poważnie wpływać na człowieka, ale coraz częściej zauważam, że jednak tak jest. najgorsze, że widzę to po sobie. jasne, wszystko da się pokonać, ze wszystkim można walczyć, ale po jakimś czasie się odechciewa.

jesienna deprecha

betonowy chodnik przy ruchliwej ulicy. niebo zasnute chmurami. smród spalin w powietrzu.
Carneramiel: ach ten szum liści…
Ja: i świeże powietrze…
C: śpiew ptaków…
J: promienie słońca…

22

For all the advances in medicine, there is still no cure for the common birthday

children of bodom

nie lubię dzieci, nigdy ich nie lubiłam i zawsze powtarzałam, że nie zamierzam mieć własnych. nawet jak w zerówce bawiłam się z koleżankami w dom to nie chciałam odgrywać roli niczyjej matki. nie uważam, że ciąża jest błogosławieństwem a poród cudownym przeżyciem, tylko że i jedno, i drugie, jest dość obrzydliwe. w Pradze przypadkiem trafiłam w Muzeum Narodowym na wystawę o współczesnym położnictwie. mogłam sobie pooglądać z bliska różnego rodzaju aparaturę, którą dawniej stosowano, by wyciągnąć dzieciaka z brzucha jego biednej matki. miałam też szansę obejrzeć film z porodówki ze wspaniałym zbliżeniem na krocze jakiejś anonimowej kobiety. zdecydowanie bardziej wolałam patrzeć na płody w formalinie. nic na to nie poradzę, chociaż pewnie da się to leczyć, ale jakoś nie cierpię z powodu mojej ciążo- i dzieciofobii.

mimo to tematy okołodzieciakowe zdają się nieustannie krążyć wokół mnie. jakiś czas temu niechcący trafiło mi się bawienie dwójki Kanadyjczyków, miłej i spokojnej 10-latki oraz 4-latka, którego, gdybym lubiła dzieci, określiłabym jako „wesołego i żywego”. „wesoły i żywy” tak naprawdę oznacza: bębniący wściekle po klawiaturze laptopa, zabierający komórkę, sprawdzający czy masz stanik, całujący w poliki, duszący, rzucający czym się da i drący się jak opętany. katorga, która tylko upewniła mnie w moich poglądach nt. dzieci. problem w tym, że chociaż próbowałam 4-latka do siebie zniechęcić, mały najwyraźniej mnie lubił. DLACZEGO?

DLACZEGO wczoraj na basenie jakaś dziewczynka poprosiła mnie o pomoc w założeniu czepka?

czy ja wyglądam na kogoś, kto powinien wzbudzać w dzieciach zaufanie?

ale i tak gorszy był sen, w którym nagle przypomniało mi się, że przecież jestem matką rocznego dziecka, które zupełnie zaniedbuję. nagle spłynęły na mnie wspomnienia z bycia w ciąży, porodówki i późniejszego unikania zajmowania się własnym potomkiem. z którym miałam nawet zdjęcia. sen był tak koszmarnie realistyczny, że po przebudzeniu zastanawiałam się, czy ja może faktycznie nie mam dziecka, o którym zapomniałam.

na szczęście następujący po śnie dzień upłynął bez jakichkolwiek zwiastunów tematów okołodzieckowych. aż do wieczora, kiedy dostałam smsa od Menelii:
Moj dzien-jajecznica,3 kieliszki wisniowki,talerz zupy,kieliszek martini,a teraz jade na mecz pl-irlandia gdzie bede pic piwo i jako jedyna kibicowac irlandii:D Jestes ze mnie dumna mamo?:D

praga

kochałam to miasto, chyba już przestałam. drogo, w cholerę turystów, mnóstwo kiczu.

dachówki na wieży prochowej

średniowieczny hardcore

katedra św. Wita, najładniejsze miejsce na Hradczanach

metro

cracked smile and a silent shout

Wish I could speak in just one sweep
What you are and what you mean to me
Instead I mumble randomly
You stand by and enlighten me

sprawozdanie z czynności obozowych

2 tygodnie mieszkania w byłym klasztorze i byłym więzieniu jednocześnie. słowo „były” to takie słowo klucz właściwie, bo wszystko, co zwiedzałam, było czymś byłym – były szpital psychiatryczny, były szpital niepsychiatryczny, były pałac itp. były też atrakcje, np. brak ciepłej wody i braki w dostawie prądu [dwa pokoje sąsiednie nie miały prądu przez 2,5 dnia], ataki płaczu i histerii, podziwianie autochtonów, robienie sobie zdjęć pod największymi napotkanymi ruderami. nie ma sensu więcej pisać, i tak wszyscy tylko oglądają obrazki.

Lubiąż

pałac w Chróstniku, grozi zawaleniem

kościół polskokatolicki w Żaganiu

:)

przystanek pod ex-obozem jenieckim

ex-szpital w Żaganiu

Poczdam, Einsteinturm, Mózg

Poczdam, Sanssouci, Pawilon Chiński

Szprotawa

Szprotawa, kościół

Sklep w Berlinie ;)

Kożuchów

Żary, kościół

:D