Kategorie

  • Brak kategorii

pkp

(20:23:23) Menelia: na tej stronie pkp piszą, że pociągi tlk mają wagon dla niepelnosprawnych
(20:23:29) Menelia: chyba kurwa niepelnosprawny wagon
(20:23:32) Menelia: i to niejeden

hymn

Beuys, Beuys, Beuys
I’m looking for some good art
Beuys, Beuys, Beuys
I’m ready for your work!

poorgeoisie

Ceri: przechodziłam dzisiaj przez bazar na Zielińskiego i jeden ze sprzedawców popatrzył na mnie jak na trędowatego menela
Menelia: i słusznie

Menelia: jak myślisz, z czego robią to mięso do hamburgerów?
Ceri: nie wiem, ale warzywa to pewnie biorą z opieki paliatywnej

horny panda

rozmowa o Taylor Momsen, jej stylu „luksusowej prostytutki” [ciekawe pojęcie luksusu] i makijażu w którym wygląda jak miś panda.

Ceri: ona powinna wystąpić w jakiejś kampanii na rzecz ratowania pand w Azji
Carneramiel: pand prostytutek

pod moją obronę

licencjat o „Gashlycrumb Tinies” Goreya obroniony na 5, wykształcenie wyższe osiągnięte. wakacje!

wielka sztuka, wielcy artyści

nauka do egzaminu

Menelia: O, Toulouse-Lautrec był alkoholikiem
Ceri: Jakbyś miała 1,5 metra wzrostu, kiłę i pochodziła z chowu wsobnego to też byś była

la mala educacion

Mama Menelii: Ty się tak trochę zaprzyjaźniłaś z Ceri, nie?
Menelia: No, trochę.
Mama Menelii: Mam nadzieję, że ona Cię w żaden alkoholizm nie wciągnie!

buda&pest

Węgry. ojczyzna Beli Lugosiego, Franza Liszta, Rezső Seressa i zaledwie niemal 10 milionów innych ludzi, o większości których pewnie nie usłyszymy w Fakcie ani Super Expressie. ogólnie mówiąc, kraj o którym nie wiem niemal nic, poza tym, że ich ustrojem przez jakiś czas była monarchia, tyle, że nie mieli króla, więc w zastępstwie rządził nimi admirał, tyle, że nie miał on żadnej floty, bo kraj nie ma dostępu do morza. wynaleźli kilka fajnych rzeczy, np. długopisy i Gömböc, a to drugie dowodzi, że chyba dość lubią bezsens. ja też lubię bezsens, np. taki, jak dwudniowy wyjazd do Budapesztu, podczas którego 1/3 czasu spędza się w busie, jadąc po autostradzie, na której są milusie wyboje, trzęsie jak cholera i nie da się zasnąć. pozostałe 2/3 czasu spędza się myśląc o jedzeniu, chodząc po mieście, w ostateczności śpiąc w hostelu, ale, jak wiadomo, historycy sztuki nie śpią i nie jedzą, więc to mało istotne.
Budapeszt jest śliczny. oczywiście w dzielnicach położonych dalej od centrum zapewne można znaleźć urocze slumsy i osiedla z węgierskiego odpowiednika PRLu, każde miasto ma coś takiego, co mnie nawet cieszy, bo mam o czym pisać pracę seminaryjną.
[krótki dialog w klimacie:
- Ceri, a o czym ty piszesz pracę u E.?
- O slumsach
- O Jezu]
W każdym razie centrum urocze, Wzgórze Zamkowe w sam raz dla miłośników starych miast [oraz modernizmu - och, jakże malowniczo wyglądają średniowieczne kamienice z betonowymi balkonami...], Pest dla fanatyków XIX wieku. W katedrze Macieja Korwina pan od biletów robi do każdej dziewczyny takie miny, że nie wiadomo, czy się oburzać, czy śmiać. Na tyłach Hiltona absolutnie przerażające muzeum marcepana, chyba, że kogoś nie zatrważa wizja pożerania Harrego Pottera czy głowy Królewny Śnieżki. wszędzie prześliczne kamienice, klimat rodem z Paryża. mnóstwo hal targowych i stare domy handlowe.
ponieważ obraz czasem mówi więcej niż 1000 słów, słit focie:

portal boczny katedry Macieja Korwina [to nie jest nazwa oficjalna, bodajże Marii Panny to jest]. portal główny zasłonięty rusztowaniem konserwatorów.

Korwin :)

coś dziwnego na Wzgórzu Zamkowym

secesyjny Hotel Gellert, w chwili obecnej spa

posadzka w Hotelu, w sam raz na wywoływanie mdłości albo ataku padaczkowego

wnętrza domu handlowego

plac przed jakimś kościołem, otoczony zwartą, XIX-wieczną zabudową

ośrupana kamienica. obrazek typowy dla centrum Wrocławia, w centrum Budapesztu raczej rzadkość

kolejna ośrupana kamienica, w końcu ruiny są piękne według romantyków

nie wiem, o co w tym chodzi

budynek przy katedrze św Stefana, dla mnie ciekawszy od katedry

synagoga, według referatu koleżanki jedna z największych na świecie

parlament, porównaj z parlamentem w Londynie oraz kopułą Santa Maria del Fiore we Florencji

tulipany, których wszędzie pełno

banał na koniec: zdjęcia nijak nie oddają uroku miasta. głównie dlatego, że raczej nie robię zdjęć tego, co urokliwe.

smile

thousand paper cranes

toczę się [i tłoczę] gdzieś między jednym a drugim, trzecim a ósmym, pięćdziesiątym dziewiątym a trzysta osiemdziesiątym szóstym, bijąc się z myślami, walcząc z wiatrakami, kłócąc z ziomami. w głowie raczej obrazy niż słowa. śnią mi się po nocach. tortury, więźniowie, skazańcy, egzekucje, krew, śmierć, cierpienie, strach, ból – nie mogę się obudzić. ciągle przed oczami. tysiąc rzeczy na głowie. nie chcę nikogo zawieść. ginę gdzieś pomiędzy tym wszystkim. to ja, czy nie ja?