Kategorie

  • Brak kategorii

fear & loathing in wroclaw

pierwszy raz jestem gotowa uznać, że w Polsce faktycznie nie istnieją takie pory przejściowe, jak wiosna czy jesień. tydzień temu chadzałam na zajęcia w zimowej kurtce, bo padał śnieg. dzisiaj poszłam w letniej sukience i było mi za gorąco. WTF? jest kwiecień, na bogów, powinno być góra 12-15 stopni, a nie 22.
zmiana pogody zainspirowała mnie do poszukiwania w sklepach jakichś lżejszych ciuchów w jasnych kolorach, ponieważ połowa zawartości mojej szafy jest: szara, granatowa, turkusowa, fioletowa. co prawda nie przeszły mi nawet przez myśl rzeczy w beżach i pastelowych różach, ponieważ absolutnie nie pasują do mojego koloru skóry, ale nie miałabym nic przeciwko jasnoszarym, jasnoturkusowym i jasnofioletowym rzeczom. niestety, sytuacja w sklepach wygląda następująco:
a) nic nie ma
b) są same szmaty
c) jak już jest coś fajnego, to:
1. jest drogie
2. ma brzydki kolor
3. jest z tandetnej tkaniny
4. nie mieszczę się w to
punkt 4 oczywiście zachwyca mnie najbardziej, ponieważ znam moje wymiary i wiem, że ciuchy, które przymierzam, powinny na mnie pasować, a jednak tego nie robią, ergo – ten, kto je szył, był idiotą.
marzę o jakiejś sukience, takiej do noszenia na codzień, o długości do kolan, tymczasem w sklepach są albo sukienki mini, albo czarne, albo powyżej 120 zł. KOCHAM TO.
instytut zaplanował ludziom z mego roku dwa tygodnie wakacji w Szprotawie na początku lipca, jesteśmy wprost zachwyceni perspektywą chodzenia po wioskach, liczenia okien, domów, ołtarzy, ławek i pisaniem po nocach sprawozdań. z jednej strony uważam, że nie jest źle, istnieją o tysiąc razy gorsze miejsca niż Szprotawa, przekonałam się o tym brutalnie rok temu w maju, do dziś nie zapomnę: spaceru o 22 przez Kalwarię Zebrzydowską i podziwiania po ciemku atrakcji w stylu Domku Heroda z naszym ulubionym doktorantem; głodowania przez 7 dni; chodzenia do toalety co 7 godzin; zakazu picia alkoholu w Domu Pielgrzyma, w którym na trzeźwo nie dało się zasnąć; piżamy naszego ulubionego doktoranta; ogniska z dwóch świeczek; czekania godzinę na spóźnionych, zagubionych ludzi w ostatnim dniu objazdu. w perspektywie tego, cośmy przeszli, Szprotawa to pikuś, zresztą mam tam rodzinę, skoro oni tam żyją, to my też możemy.
przeszłam dziś całe osiedle w poszukiwaniu zająców z czekolady. najpierw Lidl: zając wysokości 40 cm za 3,99. odpada, za duży. Biedronka: zając wysokości 40 cm za 2,99. wolałam nie myśleć, z czego go zrobili, że tyle kosztował. Polo: żadnych zajęcy, co za bida. w końcu Leviatan: zając wys. 15 cm i trzy czekoladowe jajka za 3,20. rozsądna oferta. jak na razie to moje jedyne przygotowania do świąt. ciekawi mnie, dlaczego na Boże Narodzenie wszyscy szaleją z ozdobami, a na Wielkanoc to taki pic na wodę. zresztą – Święta spędzamy w tym roku w Wielkopolsce.

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>