Kategorie

  • Brak kategorii

footwork

to samo, co zazwyczaj, irytacja z powodu studiów wciąż trwa, chociaż w ubiegłym tygodniu w okolicach środy osiągnęła apogeum, więc teraz to już nie jest wściekłość z powodu beznadziejnej organizacji czy niekompetencji niektórych ludzi, a raczej coraz większe olewanie tego i nastawienie, że wszystko mi jedno, co będzie, bo i tak muszę to przetrwać. zaczynam za to myśleć śmiertelnie poważnie o pewnych aspektach życia, co raczej nie poprawia mi humoru, bo niezbyt często wyobrażam sobie przyszłość w pastelowych kolorach, choć przyznam, że wciąż posiadam jakąś nadzieję, że w końcu wszystko się uda.

Wykładowca: I co, mieliście państwo jakieś myśli na temat kwestii poruszonych na ostatnich zajęciach?
Koleżanka: Tak, myśli samobójcze.

czekam aż się zrobi ciepło, chociaż przy pięciu stopniach +  już potrawię sobie wmówić, że wiosna i mogę nosić lżejsze ciuchy, dzięki czemu marznę i co drugi dzień wracam do domu z katarem/bólem gardła. nie potrafię dbać o swoje zdrowie, albo może po prostu mi się nie chce, bo podświadomie mam ochotę poleżeć w domu przez tydzień i nie myśleć o niczym, ale z drugiej strony wiem, że nie mogę, nawet gdybym miała 40 stopni gorączki to i tak mam przecież koszmarną ilość pierdół do zrobienia. koszmarnie jest być uwiązanym rzeczami, które nie mają dla człowieka większego znaczenia, a nawet jak mają, to z braku czasu robi się je na odwal się. zastanawiam się, czy ludzie, którzy mają średnią 5.0, mają jakieś życie osobiste? ja ledwo wyrabiam się na 4.0, życia osobistego prawie nie mam i nie starcza mi czasu na moje zainteresowania, a gdybym chciała jeszcze pracować, to co?

na przystankach zauważyłam plakaty do Powrotu do Brideshead, o ile dobrze pamiętam premiera miała być we wrześniu i byłam przekonana, że odbyła się, kiedy mnie nie było w tej czasoprzestrzeni, ale 20 marca to przecież niewielkie przesunięcie. przez jakiś czas bardzo chciałam to obejrzeć, ale komentarze i oceny mnie nieco odstraszyły. znaczy czytałam książkę i nie zaliczam jej do literatury która wpłynęła na moje życie/postępowanie i raczej nie była ona bardzo wciągająca, ale jednak miała pewien urok, głównie dlatego, że Anglia i dwudziestolecie międzywojenne. w sumie dość ciekawa, warto poczytać jak nie ma się nic innego do roboty, a jak ktoś lubi podteksty homo [w końcu bywają dziewczyny, które uwielbiają], to już w ogóle, ale jednak wydawało mi się, że ta książka nie jest o miłościach głównego bohatera, raczej o paru innych kwestiach, nieco bardziej uniwersalnych. natomiast po obejrzeniu zapowiedzi filmu zastanawiałam się, czy na pewno czytałam tę samą książkę, bo wedle owej zapowiedzi od początku główny bohater jest zakochany w siostrze drugiego głównego bohatera, zaś w pierwowzorze Waugha było baaaaardzo inaczej. w związku z tym film chyba jednak sobie odpuszczę, pewnie ekranizacja Granady z Ironsem w roli głównej i tak o wiele lepsza [widziałam jeden odcinek, przydługawy, ale klimat książki oddaje] i lepiej na nią poświęcić swój cenny czas. o ile się go ma.

1 komentarz do footwork

Odpowiedz pottix Anuluj

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>