Kategorie

  • Brak kategorii

kataklizmy

lubię mój pokój. jest mały i ciasny, a koleżanka z roku, która w nim gościła, miała wątpliwości, czy w ogóle jestem w stanie wyprostować się na moim łóżku [tak, jestem, bo ma koło 1,85 m. dł.], czy też może śpię zawsze skurczona, a jak chcę się wyprostować, to kładę się na podłodze. w każdym razie pokój wystarcza mi w zupełności do spania, czytania i pisania, a że więcej rzeczy w pokoju raczej nie robię, to nie narzekam. jest trochę problemu, kiedy ktoś mnie odwiedzi, ale zdarza się to bardzo rzadko.
anyway, jednym z czynników, które sprawiły, że lubię mój pokój, jest to, że mi się w nim podoba. kolor ścian uważam za idealny dla mnie [ani nie usypiają, ani nie denerwują], a ogromna ilość gratów sprawia, że jest dość przytulnie [według mnie. według taty jest zimno, według mamy jest bałagan]. latem mój pokój jest jedynym pomieszczeniem, gdzie nie jest cholernie gorąco [dzięki niebieskim roletom i zasłonom. yeah]. gorzej, że zimą nie jestem w stanie tam przebywać jeżeli nie mam przez cały dzień włączonego na full kaloryfera.
no i byłoby miło, gdyby sąsiadom z góry nie pękła rura w kuchni i mnie nie zalało.
dobra, nie tragizujmy. którejś niedzieli wracam sobie do domciu z pogańskiej rozrywki [tzn. zakupy], wchodzę, patrzę, a z sufitu kapie woda. no dobra, zdarza się. przyglądam się bliżej, a w moim pokoju stoi kilka garnków, do których kapie woda. hmm. książki są zdjęte z półek. hmm. dywan jest mokry. hmm. tapeta odłazi z sufitu. hmm. ogólnie mówiąc, wyglądało to strasznie. o dziwo obyło się bez jakichś tragicznych strat – niestety zalało mi dwie książki z Getty Images, ale przecież mogło być gorzej. na tapetach ścian bocznych w zasadzie nie ma większych śladów, a dywan śmierdział przez 2 dni po czym w końcu raczył wyschnąć.
nawet na suficie nie ma śladów poza paroma miejscami.

zmieniając temat, przy okazji robienia porządków w pokoju [przychodził rzeczoznawca z PZU więc trzeba było uprzątnąć ten sajgon] zrobiłam porządek w notatkach ze studiów. przy okazji przejrzałam je w poszukiwaniu cytatów z zajęć i zdziwiłam się, że mam ich tak mało. na dodatek są w stu procentach bezsensowne i idealnie świadczą o tym, że wykładowcy są trochę z innego świata. teksty są zabawne właściwie tylko po pięciu godzinach przerażająco nudnych zajęć i dwóch godzinach okienka, na którym z nudów wpada się na pomysł odbijania własnych pomalowanych ust na ogłoszeniach [nie, to akurat nie ja]. oto i one:

w temacie piękna – „Tarantino dba o piękno przywalenia komuś”
„Jak wiadomo, Germanie są krwiożerczy do dzisiaj…”
o mieścinie zwanej Germigny-des-Pres [Francja, znajduje się tam mała świątynia karolińska] – „Co Teodulf robił w tej dziurze?”
omawianie planu idealnego klasztoru z Sankt Gallen – „Wykładowca: …i miejsce do upuszczania krwi… chyba szpital; Koleżanka: raczej cmentarz…”
przy omawianiu zdjęć z objazdu po Włoszech – „…parę widoków z lotu autobusu…”
w kontekście obrazu Norwida pt. „Jutrznia”, który zakupiło Ossolineum za szaloną kwotę – „…powiedzcie sobie przed zaśnięciem: jutrznia, jutrznia, jutrznia; no odlot zupełny, Norwid pewnie to zaliczył!”
a propos Bóg jeden wie czego – „Nie będzie dmuchanego Jeźdźca Bamberskiego!” [a szkoda]
o aniołach – „Czy państwo obcujecie z nimi? Śniadanie jecie, jogurty?”
„Mówię o Mussolinim, którego później za nogi powiesili, a to też był niezły happening…”
„Kębłowski słynął z odlotów metodologicznych…”
„Leonardo da Vinci o wszystkim pisał, od marmurów, kończąc na salcesonie”
o konferencji na ASP – „…dofinansowanie z funduszu województwa, czyli śmiem twierdzić, że jest catering”
„Naciskając domofon nie mówcie o niezmienności czasoprzestrzennej bo następna rzecz to będzie szpital i koszula z długimi rękawami!”
„Lepiej przeczytajcie sobie Artura Conan Doyle’a niż jakiegoś historyka sztuki!”
„Traktujemy was full wypas poważnie…”
„Mężczyźni wyginą za jakieś 150 lat jako jednostki słabsze, schorowane, pijące więcej wódki”
o kwartalniku wydawanym przez instytut – „Nie są to świerszczyki, chociaż staramy się…”
o przenoszeniu rzeźb do muzeów – „Nigdy artysta, w najgorszych snach, po nie wiem ilu działkach, nie wyobrażał sobie, co tę rzeźbę spotka!”
o koniu na Szewskiej – „Trzeźwym do tego podejść nie można” [prawda]

studia. can’t live with it, can’t leave it.

5c komentarze/y do kataklizmy

Odpowiedz Istarendil Anuluj

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>