Kategorie

  • Brak kategorii

here and back again

tak, mimo, iż w domu zasiadywam już od piątku wieczór, to jakoś czas trudno było odnaleźć, by cokolwiek napisać o minionym wyjeździe, bo a to na pocztę lecieć, a to zaległe porządki w domu zrobić [nikt mnie o ich robienie nie prosił, ale tak jakoś wyszło], a to posprawdzać to i tamto w sieci [np. dowiedzieć się, że kolejna książka Pratchetta dopiero 14 września zamiast 7.]… no i wiadomo, jak to jest.

enyłej, wrażenia z pobytu w trójmieście mam różnego rodzaju, w większości wynikające z porównania moje miasto-tamto miasto i, oczywiście, wychodzące na korzyść mojego miasta, a na niekorzyść tamtego miasta, ale to jest oczywiste, bo patryjotyzm lokalny to moje czwarte imię. ogólnie rzecz biorąc pobyt nasz skupiał się na kilku punktach programu, tj. zwiedzaniu zabytków [wielu, większość z zewnątrz tylko], zwiedzaniu centrów [centr ?] handlowych [wielu] i zwiedzaniu kawiarnii [dwóch, ale jedna z nich była dwa czy trzy razy]; dodatkowo, z musu, zwiedzałyśmy trójmiejskie środki komunikacji, takie jak: darmowe autobusy auchan [tam, skąd mieszkałyśmy, miałyśmy 10 min. pieszo spacerkiem do auchan] do centrum i z centrum [każdego dnia], zwykłe autobusy z centrum i do centrum oraz na westerplatte i tak zwana szybka kolej miejska na trasie gdańsk-sopot-gdynia i na trasie gdańsk-gdańsk oliwa. co ciekawsze, miałam dziwne wrażenie, że w praktycznie każdym środku lokomocji musiał znaleźć się jakiś jeden pasażer, który zachowywał się dziwnie i/lub raczył współpasażerów dziwnymi tekstami/obelgami. whatever.
a więc wrażenia. gdańsk jest ładnym miastem, bo ma ładne centrum, tj. z zabytkową zabudową. problem w tym, że, z tego co widziałam, większość miasta poza centrum jest ulepione z blokowisk, i to nawet bardziej wiochowatych od tego, na którym dane jest mi mieszkać. co ciekawsze, idąc pewnego razu pieszo od parku w Oliwie do Media Marktu [jakieś 1,5 - 2 km drogi] szłyśmy sobie z Carneramiel… i w pewnej chwili skończyły się bloki, a z naszej prawej strony wyrosło pole nieuprawne. ciekawe, tak nieużytki w środku miasta trzymać, u nas to by od razu supermarket postawili ;).
innym fascynującym punktem naszego zwiedzania było gdańskie muzeum narodowe [wiecie, w soboty muzea narodowe są za darmo. ha.], które poraziło mnie ogromem swych zbiorów… czyli, bardziej szczegółowo mówiąc, można było sobie obejrzeć niderlandzką ceramikę na parterze plus 3 sale na pierwszym piętrze, i na tym koniec. cóż. przynajmniej ‚Sąd Ostateczny’ Hansa Memlinga ładnie wyeksponowany był, no i w zasadzie tylko dla niego to muzeum chciałam odwiedzić…
wspominałam już o centrach handlowych. no więc tak – było ich dużo, praktycznie przechadzając się po centrum można było co kilkanaście minut trafić na jakieś, ale zastanawiało mnie to, dlaczego większość z nich była powierzchniowo bardzo mała. no wiecie, po sklepach z wro człowiek jest przygotowany na to, że w galerii handlowej spędza ze trzy godziny, a tam po dwudziestu minutach nie było już co zwiedzać… na dodatek empik megastore, z którym się afiszowali na billboardzie widocznym z dworca głównego, swą powierzchnią stanowił, mniej więcej, jedną trzecią empiku wrocławskiego.
no dobra. żeby nie było, że same narzekania – ogromnym plusem trójmiasta były pewne markety spożywcze o dźwięcznej nazwie Bomi, które można było spotykać w różnych miejscach, a których asortyment był doprawdy przeogromny. na dodatek sprzedawali granaty [owoce, nie broń]po 1,09 zł za sztukę !!! [dodam, że od razu zaopatrzyłam się we cztery, bo u nas obecnie granaty gdzieś tak po 3,50 za jeden sztuk] z innych ciekawych towarów to mieli z sześć półek z dietetycznymi słodyczami [wiem, to brzmi paranoicznie], obok z sześć półek z frykasami typu macki ośmiornicy w zgrabnym pudełeczku… no, po prostu, wybór jedzenia przeogromny i to wszelkiego rodzaju i z całego świata. szkoda tylko, że na ich stronie www wyczytałam, że mają sklepy tylko w pięciu miastach w polsce i żadne z nich nie jest blisko wrocławia.
coś jeszcze ? jako pamiątki z wyjazdu przywiozłam:
- smycz z festiwalu sopockiego [dostałyśmy z Carneramiel po jednej na głowę przy sopockim molo. miałyśmy fuksa, że nam się udało, i tyle]
- kupa biletów komunikacji miejskiej, plus dwa bilety pkp
- dwie książki [sztuka świata dysku + night watch, obie by terry pratchett...]
- jedna bluzka z tally weijl
- 4 granaty
- jedzenie, które kupiłam na podróż powrotną
- zdjęcia ;)
- mnóstwo ulotek, rozdawanych na ulicach.

i tyle. chaos w notce niezamierzony ;).

3c komentarze/y do here and back again

  • diffuser

    aa na bemowie warszawskim jest pole kapusty.

    też z wakacji przywożę ulotki. a te małe sklepy wszystkomające są kul. z tym, że nawet w tesco są stoiska z dietetycznymi słodyczami ;P

    ej, ani słowa o naszym boskim, oleistym morzu? o zanieczyszczonych plażach?

    bez przesady. z miasta do miasta. trochę urozmaicenia, dziewczyno ;p

  • Ceri

    morze jak morze, generalnie się ono nie zmienia, więc kto je widział raz, to tak, jakby widział je setki razy ;P
    w tesco dział z dietetycznymi rzeczami jest mały…

  • diffuser

    gadaj se gadaj, kwestia morza zależy od podejścia [nie mam na myśli rodzaju zejścia na plażę, choc bywają wredne- np tam, gdzie te cholerne klify, łoh, 140 stopni;]]

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>