Kategorie

  • Brak kategorii

notka w której

…Ceri idzie do kina z Zagryhą.

zaczęło się całkiem niewinnie – dzień po oblewaniu z takimi różnymi faktu dostania się na studia – smsa z pytaniem, czy chcę iść do kina, obejrzeć film w ramach słynnego festiwalu era nowe horyzonty, bo Zagryha wygrała bilety na Drawing Restraint 9 i nie ma z kim iść. pomyślałam, że a co tam – w końcu za darmo i od czasu do czasu warto się odchamić. tytuł filmu totalnie nic mi nie mówił, nazwisko reżysera również, jedynie nazwisko Bjork w jednej z głównych ról mi świtało i mówiło, że może będzie okej.

myliłam się.

recenzja filmu z filmwebu brzmi następująco:
„Para kochanków udaje się w rejs statkiem Nisshin Maru. Podczas podróży, w czasie sztormu, odbywa się tajemnicza ceremonia – podczas której kochankowie zamienią się w wieloryby. Historia na pograniczu jawy i snu.”

i teoretycznie nie zwiastuje nic nadzwyczajnego. teoretycznie. poniżej znajduje się opis części praktycznej – czytelników o słabych nerwach lub tych, którzy roją w sobie marzenie obejrzenia tego filmu proszę o nieczytanie.

film zaczyna się normalnie, jakieś tam napisy początkowe, jakieś cośtam na ekranie, nic wielkiego. następnie pojawia się malownicza scena, w której jakiś człowiek, którego jedynie ręce widzimy, pakuje dwa przedmioty, które trudno mi było zidentyfikować, w każdym razie pakuje je z tak maniakalną starannością, że od razu możnaby stwierdzić, że pakowacz ma zaburzenia obsesywno-kompulsywne. no i pakuje. i pakuje. i pakuje…
kiedy obrazkowy kurs pakowania prezentów kończy się [po zaledwie, hmm, pięciu minutach ?] pojawiają się następne arcyfascynujące sceny: tym razem kawałek wybrzeża, po którym idą ludzie, a następnie czynność pakowania czegośtam na duuuży statek i od czasu do czasu japończycy odstawiający jakieś swoje, prawdopodobnie tradycyjne, tańce. w tle niepokojąca muzyka, która przypominała mi filmy dokumentalne typu ‚co tak naprawdę wydarzyło się w Czarnobylu ?’ lub ‚ojej, może w Walimiu dalej siedzą strażnicy z SS ?’. następnie (chyba) pojawiła się malownicza scena z Bjork, która w różowych getrach i różowej futrznej pelerynce stała na brzegu jakiejś całkiem ładnej zatoczki. kolejny obraz – zarośnięty facet w futrze będącym z pewnością krzykiem mody na Syberii jakieś sto lat temu wsiada na łajbę i gdzieś nią płynie. później oczom mym, które pomału zaczynały wietrzyć, że coś tu jest nie tak, ukazały się jakieś kobitki pływające z drewnianymi wiaderkami i wyławiające coś [chyba kawałki kości wielorybich] z wody. jedynym dźwiękiem, jaki pojawiał się w tym czasie, była muzyka ułożona z fascynujących wdechów i wydechów pań pływających, co było naprawdę wkurzające.
w każdym razie film toczył się dalej. wielki statek odpłynął w siną dal, po drodze Bjork wsiadła na jakąś łajbę. w międzyczasie na wielkim statku ktoś w kuchni robił galaretkę z, chyba, ryb, bo taka szara wyszła, i wycinał z niej kształt owalu ze skrzydełkami [trudno to inaczej opisać]. następnie taką galaretkę dostawał każdy z załogi statku, później kładziono na nią krewetki i inne frutti di mare. następnie na statek wsiadła Bjork [przesiadła się z łajby] i przechadzała się po nim. później dwie japońskie matrony zorganizowały jej kąpiel z pomarańczami [po jaką cholerę te pomarańcze ?] i kiedy siedziała sobie we wodzie, akurat na statek wstępował zarośnięty koleś w futrze [w sumie wyglądał trochę jak Rasputin] i następnie poddawał się operacji ścięcia włosów i zgolenia brody.
kiedy Bjork skończyła się pluskać w syfnej pseudowannie, dwie matrony zapakowały ją w jakiś pseudoszlafrok i zaprowadziły do pseudopokoju gdzie jedna zaczęła ją przystrajać na pseudogeishę. w tym czasie ex-zarośnięty koleś spał sobie w tymże pokoju, tyle że za ścianą, i jakiś miły japończyk zgolił mu prawą brew i wyciął maszynką przedziałek na środku głowy. później jakaś matrona zaczęła przystrajać gościa na pseudosamaniewiemco, w każdym razie dostał taki jakby tradycyjny japoński ciuch, jednakże do pleców i do brzucha przywiązano mu wielgachną muszlę. podobnie zresztą uczyniono z Bjork, ale ona dostała jeszcze muszle we włosach.
zapewne gdzieś w tym miejscu pojawił się, nie wspomniany jeszcze przeze mnie, obraz produkującego się na statku tranu [?]. w wielgachnej foremce w kształcie owalu ze skrzydałkami. obraz ten pojawiał się w sumie dość często na kilka sekund, ale jakoś zapomniałam o nim wspomnieć.
tak, w każdym razie cudnie odziana para składająca się z Bjork i ex-zarośniętego usiadła sobie gdzieś na korytarzyku. i siedzieli. i siedzieli. i siedzieli.
i siedzieli jeszcze dłużej.

w międzyczasie załoga statku wyłowiła z morza prawdopodobnie kręgosłup wieloryba.

i siedzieli. w końcu otworzyły się jakieś kretyńsko małe drzwiczki po drugiej stronie korytarzyka. facet wstał, umył rączki [Klanu się naoglądał ?] i w kucki wlazł do małego pokoiku przez właśnie wspomniane drzwiczki. z tym że cały proces wchodzenia zajął mu kilka minut, bo przesuwał się jednorazowo o jakieś 10 cm. następnie te same czynności wykonała Bjork. żeby tego było mało, w środku również odstawiali podobne kretynizmy, na kolanach przesuwając się o 10 cm i tak okrążając pół pokoju. w końcu w salce pojawił się kapitan statku, japończyk, który przywitał się z parą [UWAGA! to było jakoś po 1,5 h od rozpoczęcia filmu i to były PIERWSZE WYPOWIEDZIANE SŁOWA W TYM FILMIE !] i zrobił im herbatę. herbata została zrobiona w naczyniu, które zapewne było wykonane z muszli, wymieszana została rybim szkieletem i wyglądała jak błoto zmieszane z lekką nutką wodorostów, albowiem na powierzchni pływało coś o kolorze krowich placków. pierwszy herbatkę spróbował ex-zarośnięty i powiedział, że bardzo dobra. później podał naczynie Bjork [siedzieli obok siebie ale oczywiście nie mógł jej podać naczynia do ręki tylko musiał przesuwać się na klęczkach o n*10 cm razem z naczyniem]. kiedy tak degustowali sobie herbatkę, kapitan opowiedział im nudną historię statku – w skrócie mówiąc statek sobie pływał i raz się zderzył z innym statkiem, koniec historii. następnie kapitan wyparował z pokoju razem ze swoją podejrzaną herbatą.
tymczasem na dworzu rozległ się sztorm, ekipa statku bawiła się produkującym się w zbiorniku tranem [tzn. nie wiadomo, czy to był tran, czy co, w każdym razie w kolorze bieli i w konsystencji galarety], a tymczasem piękna para w kretyńskich strojach przysunęła się do siebie, zaczęła się tulić itd itp, i, nie zważając na to, że do pokoju wlewa się syfnego koloru woda [może to była formalina, a nie woda ?] zaczęli się…

… kroić na kawałki.
nie żartuję. po kolei odkrawali kawałki swoich kończyn dolnych, odrywając fragmenty skóry, mięśni i, co ciekawsze, nie powodując wypłynięcia ani kropli krwi. żywiłam głęboką nadzieję, że zwyczajnie odrąbią sobie za chwile głowy i ten film się skończy, ale, oczywiście, myliłam się. odkrawanie fragmentów ciał trwało dość długo, w tle gardłowym głosem zawodził jakiś opętany japończyk który działał mi tak bardzo na nerwy, że miałam ochotę znaleźć tego, co to śpiewa, i wysłać mu bombę w paczce; załoga statku w tym czasie dalej bawiła się przy tranie. w końcu Bjork i ex-zarośnięty skończyli się kroić, woda ich zalała, i stali się… wielorybami ? o ile wieloryby mają takie kretyńskie uśmiechy…
załoga statku dnia następnego dalej bawiła się tranem. oraz kręgosłupem wieloryba.
film skończył się czyimś śpiewem.

tak. kiedy pojawiły się napisy końcowe, ktoś zaczął nieśmiało klaskać, inni widzowie nagle też poszli w ślady tego człowieka, a ja siedziałam raz wpatrzona w ekran, raz patrząc na Zagryhę przerażonymy oczyma i zastanawiając się, co ja jej takiego zrobiłam, że mnie na taki film zabrała. najbardziej przerażała mnie reakcja widowni, albowiem wszyscy byli głęboko wpatrzeni w wydarzenia na ekranie i zdawali się czerpać z tego jakąś przyjemność; ja praktycznie co chwilę miałam problemy ze zdławieniem śmiechu, bo ten film wydawał mi się tak bardzo kretyński, że aż nie mogłam uwierzyć w to, że ktoś go faktycznie nakręcił. na dodatek teraz widzę, że na filmwebie głosowało na niego 69 osób i ma ocenę powyżej 9, co sprawia, że mam ochotę uciekać od każdego człowieka, który kiedyś powie mi, że lubi ambitne filmy. i mam nadzieję, że nigdy nie poznam osobiście kogokolwiek, komu ten film się podobał. ludzie, naprawdę, widziałam w swej karierze sporo gniotów i sporo filmów dziwnych, w tym Nekromantik [o nekrofilach], Cannibal Holocaust [o kanibalach, ze scenami nabitych na pale kobiet etc.], Salo [a.k.a 120 dni Sodomy, z jedzeniem odchodów i realizacją fantazji podstarzałych faszystów] i Nieodwracalne [ze słynnymi scenami, a to gwałtu, a to rozwalania komuś głowy gaśnicą], etc., etc., ale ten film to był naprawdę szczyt na szczycie góry gniotów totalnych i filmów, w których kompletnie nic nie ma sensu, które są pozbawione logiki, ciągu przyczynowo-skutkowego i walorów artystycznych [może z wyjątkiem kilku piosenek Bjork]. jeżeli inne filmy na tym festiwalu były w podobnym duchu, to ja dziękuję…

4c komentarze/y do notka w której

  • sans

    heej, najbardziej artystycznym ujęciem było tonięcie „rozsypanych” w wodzie pereł- ich nieskazitelna biel i błękit oceanu…..
    tak czy siak…. FUUU, po stokro ć. osobiście bałam się na swoim blogu pisać o tym „arcydziele” jakiejkolwiek recenzji, żeby żaden psychiczny jego fan mnie nie zjadł;/ eee, następnym razxem pójdziem na coś (ekhm) normalnego, ok?:^
    aha)nic nie zrobiłaś,że Cię na to wzięłam. jestem po prostu sadystką i sadomaso.
    proste.

  • sans

    heej, najbardziej artystycznym ujęciem było tonięcie „rozsypanych” w wodzie pereł- ich nieskazitelna biel i błękit oceanu…..
    tak czy siak…. FUUU, po stokro ć. osobiście bałam się na swoim blogu pisać o tym „arcydziele” jakiejkolwiek recenzji, żeby żaden psychiczny jego fan mnie nie zjadł;/ eee, następnym razxem pójdziem na coś (ekhm) normalnego, ok?:^
    aha)nic nie zrobiłaś,że Cię na to wzięłam. jestem po prostu sadystką i sadomaso.
    proste.

  • potti

    ambitne kino ma to do siebie, że czasem jest beznadziejne ;]

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>