Kategorie

  • Brak kategorii

ra-ra-rasputin

w zasadzie trudno rzec, co konkretnie chcę tu napisać, więc pewnie napiszę wszystko, a więc, spróbujmy chociaż po kolei.

jak już wspominałam ostatnio, odrabiam życie w pracowni zaglądając do niej codziennie w godzinach między szesnastą a osiemnastą, czasem w soboty wcześniej i podczas mych wizyt głównie odpisuję na pytania nurtujące naszych klientów. pytania w większości się powtarzają albo są tak sformułowane, że aby domyślić się, o co chodziło nadawcy, trzeba zepchnąć pytanie do podświadomości i zająć się czymś innym – np. pakowaniem welonów/poduszeczek ślubnych – a może po jakimś czasie udaje mi się odkryć wewnętrzny sens pytania. nawiasem mówiąc spora część emailujących ma ogromne problemy z ortografią i gramatyką oraz percepcją – chyba nie trafiają w klawisze. czasami, jakimś dziwnym trafem, zdarza mi się zasiąść przy maszynie do szycia i udawać, że szycie mi idzie, oraz próbować nie denerwować się zbytnio nitkami, które się plączą/uciekają/urywają etc. w pracowni naszła mnie tragiczna refleksja – po tym, jak całe życie spędziłam na oglądaniu sukien ślubnych we własnej chałupie albo na zdjęciach w katalogach/na stronach www, w życiu nie uda mi się nigdy wybrać sukni ślubnej dla samej siebie [chyba że spędzę rok na bezludnej wyspie i przez cały czas będę rozważać wybór sukni]; na szczęście przez najbliższe 50 lat nie zanosi się na to, bym miała taki wybór podejmować, więc specjalnie się tym nie przejmuję.

kolejna sprawa, to ta, jak w piątek [to był piątek, prawda ?] wybrałyśmy się z Carneramiel do miasta. fakt niezbyt zachwycający ani porywający, bo w mieście bywa się dość często, ale nie zawsze w tym samym towarzystwie i konkretnie na rynku, na dodatek nie zawsze [bo praktycznie nigdy] ja mam na sobie sukienkę z promoda [Bogu dzięki za wyprzedaże], moje boskie białe trampki i torebkę termoizolacyjną z Avonu, w której tymczasowo przechowywałam 2 butelki nestea [jedna moja, druga Carneramiel]. pierwsza niesamowitość pojawiła się na Solnym, gdzie spotkałyśmy Zagryhę, która rzekła, że chodzi z jakimś Irlandczykiem po mieście [czy faktycznie był Irlandczykiem, to trudno stwierdzić, bo ani słowa nie rzekł w żadnym języku] i przedstawiła mnie i Carneramiel jako ‚dwie wariatki, z którymi przez trzy lata chodziła do klasy, i to było trzy lata za dużo’, czy jakoś tak. później dodała jeszcze, że ja to Carneramiel, a Carneramiel to ja, czy coś w tym stylu. odchodząc naszły nas [mnie i C.] tragiczne refleksje moralnego niepokoju – w gruncie rzeczy znajomi Zagryhy muszą być zatrwożeni, kiedy widzą, że ona się zadaje z kimś takim, jak my, bo, generalnie, stylem ubierania [a wiadomo, że w mniemaniu milijonów ubranie wyraża światopogląd] całkowicie odbiegamy od stylu Zagryhy [przynajmniej w tamtej chwili]. i jeszcze kiedyś ściągniemy ją na złą drogę i – o zgrozo – zabierzemy na zakupy do Galerii Dominikańskiej … ! ;)
w każdym razie już na rynku, tuż obok fontanny [albo obok modernistycznego budynku banku zach., nie pamiętam dokładnie] zaczepił nas jakiś pan i zapytał, czy wiemy, gdzie jest rossman. odpowiadamy, że wiemy, i już chcemy poinstruować pana, a ten nagle, że w takim razie chce nas zaprosić do promocji i ma tu perfumy i blah blah blah… numer z perfumami przechodziłyśmy już tysiące razy rok temu, więc szybko oddaliłyśmy się od pana [chyba był niewprawiony, skoro pozwolił nam odejść], ale, jak się okazało pod wspominaną Galerią D., nie był to koniec przygód ze sprzedawcami perfum, bo za Galerią zaczepiła nas z identycznym pytaniem o rossmana jakaś kobieta, ale szybko zrozumiała, że ten numer już nie przejdzie. po opuszczeniu G. D. przeszłyśmy sobie cudnym przejściem podziemnym, gdzie znajduje się cudna atrakcja turystyczna – resztki murów obronnych Wrocławia z czasów dawno dawno temu, kiedy chyba niemców jeszcze tu nie było, może byli Czesi, a może jeszcze nasi, nie jestem w pełni zorientowana. generalnie rzecz biorąc, po ciemku to bym tym przejściem raczej nie odważyła się przechadzać [właściwie to po wielu miejscach we Wro nie przechadzałabym się po ciemku, włączając w to moje osiedle, bo co i rusz ktoś nadaje, że tu biją, ale jakoś nie zauważyłam specjalnie, żeby było gorzej, niż gdzie indziej], ale zawsze można się łudzić, że to taki zadatek do legendy o podziemnym mieście Breslau, co to albo go nigdy nie było, ale troche osób w nie wierzy, albo było i jest, ale jeszcze więcej wmawia innym, że go nie ma. w pobliskim pseudo-parczku nadfosnym [nad fosą znaczy] poobserwowałyśmy sobie budynki konsulatów, zrobiłam ze dwa zdjęcia, i zajęłyśmy miejsce na jakiejś ławce, celem czytania wyborczej. mi trafiła się wyborcza, Carneramiel wzięła program tv, później się zamieniłyśmy. ogólnie rzecz biorąc, miałam wrażenie, że ludzie dziwnie reagują na dwie niewiasty, które na ławce czytają gazetę i chętniej by przyjmowali naszą egzystencję, gdybyśmy np. mazały szprajem po trawie, napadały na staruszki przechadzające się po ścieżce rowerowej czy zaczepiały innych spacerowiczów i prosiły o drobne na wino. ale może to tylko moje subiektywne spostrzeżenie i efekt ogólnej nieufności do świata. Carneramiel od czasu do czasu lustrowała przechodzących i na widok dwóch podobnych do siebie pod względem budowy ciała [trochę im się wylewało bokami] białogłów rzuciła do mnie ‚o Boże, dr Jekyll i mr Hyde’. po skończeniu przeglądu gazety udałyśmy się na przystanek ku drodze powrotnej, która to wiodła po naszej ulubionej trasie autobusowej, pełnej dziur, nierówności i chorych zakrętów. jak zwykle ulokowałyśmy się na samym końcu środka lokomocji i spoglądając przez tylną szybę na jadących za nami kierowców skakałyśmy na wybojach, walałyśmy się przy skręcaniu i ogólnie uprawiałyśmy radość i głupotę niekontrolowaną, co zresztą, wciąż na tej samej trasie, uprawiamy od mniej więcej dziesięciu lat [UWAGA - to znaczy, że przez dziesięć lat stan jakości trasy się nie poprawił ani trochę...], z każdym rokiem coraz bardziej uwsteczniając się i sprawiając wrażenie uciekinierów z jednego szpitala nad Odrą…

następna, wielce głęboka sprawa – wczoraj zrobiłam ciasto. dzisiaj zrobiłam pizzę na obiad. staczam się.

sprawa ostatnia – we wtorek wyniki matury. wrócę z tarczą, albo na tarczy, albo wcale, bo może po wynikach spontanicznie postanowię zostać szamanem na Haiti i wsiądę w jakiś środek lokomocji, który powiedzie mnie bardzo daleko, ale raczej w to wątpię. generalnie powinnam już wiedzieć, gdzie składam papiery, i po co; w praktyce jestem zdecydowana na jeden kierunek i zastanawiam się, czy w ogóle składać na coś jeszcze, bo nawet, jakby mnie na coś innego przyjęli, to ja i tak chcę pójść na to, na co jestem zdecydowana, i jak mnie nie przyjmą to będę poprawiać maturę za rok. chociaż, prawdę mówiąc, wcale nie chce mi się iść na żadne studia. a przynajmniej nie na te, gdzie uwentualnie ktoś by mnie zechciał przyjąć. no nic.

[a to tak, żebym następnym razem nie zapomniała, co chciałam od początku napisać - a więc o jednym czeskim radiu, Ceri, o czeskim radiu napisać chciałaś. napiszesz następnym razem, bo teraz ci się nie chce, no.]

5c komentarze/y do ra-ra-rasputin

  • potti

    wrocław straszy podziemiami, nie zapuszczać się tam.
    suknie ślubne w ostatnim czasie wydają mi się być wszystkie do siebie podobne, armia zbroi z gorsetami i akcentami różu łososiowego lub ecru. ale w sumie nie przyglądam się.

    nie składaj papierów na matematykę. nie, nie, nie..

  • Ceri

    suknie ślubne to ostatnio właśnie zaczęły się troche wybijać, co prawda gorsety dalej rządzą, ale kolory to już różnie, modny jest ecru szampański, ecru ciemny [kapuczino takie] i – uwaga – biały ! a i tkaniny takie dziwne, kiedyś np. tylko i wyłącznie wszyscy chcieli z żakardu, teraz atłas albo tafta tylko…

  • potix

    kapuczinowy ładny :]

  • zagryh

    hej, zauważyłam, że żeby wrzucić komuś komentarz trzeba wpisać jakiś „kod” :/ ile będzie jeszcze tych rubryczek!! stop nowym rubryczkom!!
    a to był Polak, ale w Irlandii był 2 lata już, przyjechał do Polski na urlop i odwiedzał znajomych;)

    nawet nie wiesz jak ja się cieszę, że nie ubierają mnie oryginalne sklepy z G.D. …czasem pewnie są tam normalne rzeczy… ;]
    pzdr i pa

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>