Kategorie

  • Brak kategorii

guess, where i am

dwa dni łażenia w sandałkach po mieście [bo, niestety, w trampkach nie da się chodzić przez cały rok, chociaż zdarzyło mi się chodzić w nich po śniegu, ale whatever] w upale i już mam 6 odcisków na nogach, z czego jeden pękł sam z siebie i dzięki temu mam na lewej stopie nieźle zdartą skórę [coś na kształt tego, co miałam, kiedy 3 lata temu przez 3 dni nosiłam glany i do dzisiaj mam po tym ślady blizn na łydkach, kulowo]; kiedy wczoraj w celu odkażenia psikłam na to miejsce perfumami, myślałam, że albo odlecę, albo mi noga odpadnie – pełen hardkor, powinna to stosować hiszpańska inkwizycja.

jutro lub pojutrze zaczyna się świętowanie urodzin mego miasta i przy okazji odbędzie się pare a’la pogańskich imprez – swoją drogą to ciekawe, bo kiedyś na coś takiego mówiło się ‚impreza ludowa’, a teraz wprost – pogańska. w końcu to dokładnie to samo, ale pogaństwo jest obecnie niewątpliwie modne, a ludowość trochę mniej. enyłej, z okazji jutrzejszego dnia ojca kupiłam ojcu swemu książkę kucharską – a kupiłam ją tylko dlatego, że w środku znalazłam przepis na KAPUSTĘ PO MORAWSKU [kuchnia czeska]. w domu zauważyłam, że ogólnie jest tam sporo ciekawych przepisów, tak więc pewnie w najbliższym czasie zamienię się w kurę domową.

wczoraj w nocy, standardowo nie mogąc zasnąć, obmyślałam sobie plany na życie i doszłam do wniosku, że jeżeli nie wyjdzie mi ze studiami, to otworzę na zadupiu wrocławia jakąś melinę, która w krótkim czasie stanie się legendarna [niemal jak to, że rok (!) temu piłam cośtam bez popity, co już się stało legendą i sama nie wiem, czemu niektórzy tak się tym zachwycają ;)]. rozumicie, taki cudny widok: waląca się rudera, w środku dwa stoły na krzyż i parę pieńków w charakterze taboretów/krzeseł [a jak będzie trzeba to kolejnych stołów], zamiast baru nieoheblowana decha stojąca na jakichś kartonach, a do picia TYLKO I WYŁĄCZNIE MACERAT ABSYNTU, bo nie będzie mi się chciało go destylować [poza tym, jak wiadomo, destylacja jest zabroniona, a przecież trzeba żyć zgodnie z prawem, nie ?]; szklanek oczywiście nie będzie, więc każdy będzie musiał przychodzić z własnym słoikiem [ze szklankami nie wpuszczamy, kultura musi być !], tak na wzór baru z Moscoviady; jak można się domyślić, będę panem i władcą tego przybytku wszelkiego plugastwa i będę się przechadzać między klientami w sukniach z dwudziestolecia międzywojennego i starym, męskim kapeluszu. tak, piękna wizja. szkoda tylko, że raczej nie spodobałaby się mojej rodzinie i/lub tej części moich znajomych, która stąpa po ziemi twardziej, niż ja. ehh ;).

na zakończenie rzeknę, że uaktualniłam swoją homepage [adres tu], więc dodam jeszcze, że proszę się nie przerażać i nie regulować odbiorników, bo ja wcale nie wyglądam tak, jak na zdjęciach, tylko jeszcze gorzej. to tyle na dziś.

13c komentarze/y do guess, where i am

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>