Kategorie

  • Brak kategorii

heh

zostaję ostatnio zasypywana smsami i wiadomościami na gg o treści ‚o … godzinie w miejscu … robimy … żeby uczcić pamięć o papieżu’. zmienia się oczywiście tylko godzina, miejsce i to, co należy robić. dzisiaj dowiedziałam się już o :

- apelu jasnogórskim na rynku o 20:30
- gaszeniu świateł o 21:37
- jutrzejszym spotkaniu pod pręgierzem
- jutrzejszym czymśtam

poza tym SIEDEM OSÓB, które na dodatek nie znają się wzajemnie, ma IDENTYCZNY opis na gg, który brzmi ‚ojcze święty ty szukałeś nas teraz my znaleźliśmy ciebie’. to już podchodzi pod zbiorową paranoję.

ale nie o tym miało być.

ostatnimi czasy sny właściwe [czyli te długie które mam najczęściej nad ranem] poprzedzają krótkie sekwencje sennofilmowe utrzymane w konwencji surrealistycznej, które opowiadają o tym, że jakiś pan morduje jakiegoś pana. o dziwo, śniły mi się już ze cztery takie sny, wszystkie czarnobiałe i za każdym razem morderca był ten sam – a sny były w różnych dniach. ofiarą pana mordercy jest jakiś ciapowaty pan [a raczej paru ciapowatych panów - ci się zmieniają] którego żona zdradza z panem mordercą. oczywiście za każdym razem pan morderca morduje pana ciapowatego, a chwila przed zamordowaniem uzmysławia panu ciapowatemu, że nie ma szans na przeżycie.

dziś pan morderca używał siekiery i mordował w jakiejś łazience, bo pan ciapowaty opierał się plecami o wannę.

sen właściwy zaczął się od tego, że śniła mi się osiemnastka Zagrychy [która powinna odbyć się za jakieś 4 miesiące...]. Zagrycha miała lekko kręcone włosy i miała na sobie niebieskie dżinsy i jakąś czarną bluzkę, natomiast ja wraz z panną Carneramiel siedziałyśmy za stołem [który wyglądał na stół weselny]. osiemnastka cała odbywała się w jakiejś drogawej restauracji. szczegółów niestety nie pamiętam, ale faktem jest, że dnia następnego znalazłam się na wrocławskim rynku, gdzie ludzie przyszli jednoczyć się z innymi w sprawie zmarłego papieża [ta propaganda działa nawet w snach]. kiedy tak wraz z familiantami staliśmy w kolejce by wpisać się do księgi kondolencyjnej, [która leżała sobie na bruku] spostrzegłam, że wspominana już Zagrycha szwęda się gdzieś nieopodal i że mnie właśnie zauważyła. żeby tego było mało, podeszła do mnie i coś bredząc niejasno oddała mi złotówkę którą jej niby kiedyś pożyczyłam a następnie wyściskała mnie i poszła sobie w kierunku nieokreślonym :/. enyłej, kiedy już ja i familia wpisaliśmy się do księgi kondolencyjnej, postanowiliśmy wrócić do domu, ale oczywiście nam się nie udało, bo zamiast tego znaleźliśmy jakąś tajną bramę. jeżeli się przez nią przeszło, to się trafiało gdzie się chciało, ale był w tym oczywiście pewien szkopuł – stamtąd się trochę nie dało wrócić. pomijając sposób wrócenia, który jest dla mnie nie jasny, jakoś nam się udało powrócić do teraźniejszości, ale nagle przed mymi oczyma ukazał się dwumetrowy wiedźm z rogami i w czarnym wdzianku, który stwierdził, że nie, nie ma mowy, nigdzie nie idziemy i w ogóle to już dawno powinniśmy być martwi. stwierdziłam że żaden pajac nie będzie mi mówił, co mam robić, a co nie, więęęc…

[tak, tu się zaczyna absurdalna część snu]

…więęęc, jako że miałam roczną praktykę w czarownicowaniu, wyzwałam gościa na pojedynek. i wygrałam, choć nie wiedzieć w jaki sposób zostałam ciężko ranna i jakiś uprzejmy koleś postanowił, że mje odwiezie do szpitala.

ta, faktycznie mnie odwiózł do szpitala. nawet przy mnie siedział, żeby mieć pewność, że nie dzieje się ze mną nic złego. tylko że po jakimś czasie jego zamiary nieco się zmieniły i próbował-MNIE-obmacywać :/ za co oczywiście został ukarany w imieniu księżyca, tzn kiedy opuszczałam ten pokój, to leżał w kałuży krwi.

koniec :>.

10c komentarze/y do heh

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>