Kategorie

  • Brak kategorii

jesterdej

wczoraj wylądowałam w końcu na osiemnastce koleżanki z klasy. na miejsce [klub studencki enigma :|] trafiłam wraz z Carneramiel o godzinie dwudziestej, czyli punktualnie, jednakowoż postanowiłyśmy na razie nie wchodzić do środka, tylko poczekać na Zagryhę. szybka z nią rozmowa przez moją jedyną szarą komórkę wykazała, że Zagryha stoi na przystanku koło się i zresztą nie bałdzo wie, gdzie jest ten klub, więc jej średniomądrze to wytłumaczyłam. oczywiście, jako żem człek który ma problemy z wysławianiem się, dodając jeszcze szczękanie z zębów z zimna i stres wzięty nie wiadomo skąd, pewnie nic z tego, co mówiłam, nie można było wywnioskować :P.

tak więc stałyśmy z Carneramiel nieopodal klubu, czekając na Zagryhę. i stałyśmy. i stałyśmy. i stałyśmy. w międzyczasie ktoś przywiózł jasnym seiczento pana… hmm, jakby go tu nazwać – nazwijmy go Aryjczykiem. no, więc przywieziono pana Aryjczyka – chyba odwiozła go cała rodzina, bo w samochodzie było jeszcze parę innych ludzi, zapewne podobnych poglądów na świat. po jaaakimś czaaasie, czyli koło 20:30 Zagryha puściła mi sygnała, toteż jakeśmy się odwróciły, tośmy ją ujrzały zmierzającą do klubu. ciężko ją było z daleka rozpoznać, bo miała na sobie bordowy skórzany płaszczyk, w którym wyglądała uroczo. jeszcze zanim żeśmy we trzy [trzej amigos, a raczej trzy amigi :|] wlazły do celu naszego nadejścia, Zagryha zakomunikowała nam, że ją głowa boli [zapewne powiedziała to bardziej dosadnie, ale nie jestem pewna].

w środku powitali nas trzej panowie, jeden miał w bicepsie zdecydowanie więcej, niż w mózgu, i któryś zakomunikował nam, że mamy zapłacić 1 zeta za szatnię. później poszłyśmy tej szatni szukać – o ile dobrze zrozumiałyśmy, szatnią było pomieszczenie za kratą taką, że można było swobodnie przez nią przełożyć obie ręce albo przejść do połowy, więc jednak postanowiłyśmy zatrzymać swe rzeczy przy sobie. w międzyczasie Zagryha rzuciła się na ścianę w reakcji na zauważenie moich butów [na obcasie...].

udało nam się nawet zająć miejsca siedzące. we trzy siedziałyśmy na miejscu dla średnio sześciu osób, co jednak nikomu nie przeszkadzało. po chwili odnalazłyśmy solenizantkę i złożyłyśmy jej życzenia [oraz wręczyłyśmy prezent - podwiązkę ślubną - zgadnijcie czyjej produkcji :>], po czym wróciłyśmy na nasze miejsca. dodatkowo wyprawa do solenizantki uzmysłowiła nam, że poza nami i solenizantką, na całej imprezie są na razie jakieś dwie osoby z naszej klasy – Aryjczyk i Misiek.

takeśmy sobie siadły, narzekając na muzykę [lajtowe techno, r'n'b, hiphop hamerykański i tego typu kicz rodem z vivy], czytając wystrój [wystrojem były stare gazety, wśród których znalazłam odwrócony czarny krzyż, który był tuż obok ramienia Carneramiel], wcinając darmowe czipsy, paluszki & orzeszki ziemne. w końcu Carneramiel i Zagryha udały się na ekspedycję badawczą w poszukiwaniu baru. jak wróciły, to oznajmiły, że bar jest tam, gdzie parkiet [widziałyśmy go wcześniej] i że spotkały chyba jakieś dziewczyny z klasy.

dalszy ciąg imprezy przebiegał nam równie fascynująco – urozmaiceniem było tylko to, że na naszym stoliku ukazały się trzy szklanki z żywcem. później solenizantka dała nam jeszcze kartki na darmowe piwo [jak za komuny ;P]. Carneramiel postanowiła swoją kartkę komuś sprzedać, ale w końcu oddała ją Zagrysze, która i tak z niej nie skorzystała.

kolejnym urozmaiceniem było to, że Aryjczyk i Misiek przesiedli się do stolika obok nas, przez co cały czas mogłyśmy ich słyszeć.

Z(agrycha): Czemu ja ciągle słyszę Aryjczyka ?
C(eri): Aryjczyk jest polifoniczny.

w międzyczasie stwierdziłam, że znalazłam dobre, dwusylabowe imię dla psa Carneramiel, a mianowicie nazwisko pana Aryjczyka. to było wredne, wiem. ale Carneramiel odpowiedziała, że nazwałaby tak psa, gdyby go chciała później kopać [chyba]. to było wredniejsze.

po jakimś czasie zauważyła nas koleżanka z klasy, imienniczka Carneramiel, która usiadła obok Zagrychy i obmacała jej nogę. koleżanka była z lekka nawalona i przepraszała za to, nawijała też coś przez chwilę, co nie bardzo miało sens. kiedy już sobie poszła, Zagryha wyraziła swój ból w związku z obmacaną nogą własną.

później przysiadła się [znów obok Zagrychy] inna dziewczyna z klasy [uczęszcza razem z mną na wok].

O(na, z uśmiechem): Widzę że się fajnie bawicie…
Z(agryha): No, zaraz.

później poszła sobie i znowu przysiadły się inne dziewczyny z klasy, a później dziewczyna z klasy i facet z klasy, zwany przeze mje Salvadorem [bo kiedy go ujrzałam pierwszy raz, stwierdziłam, że wygląda jak Salvador z 'imienia róży']. w jakiś sposób nie zauważyłam, kiedy ci ostatni sobie poszli :|.

w jakiejś chwili Zagryha polazła po darmowego browara, ale zamiast żywca dali jej stronga chyba, co znów napełniło ją boleścią. w sumie miała rację, to coś przypominało smakiem wodę mineralną.

w jakiejś innej chwili to mnie przepełnił ból związany z obecnością na tej fascynującej imprezie i, typowo dla mnie, ćpłam swe blade łapy na stolik i ukryłam w nich głowę. kiedy wyjrzałam na to, co się dzieje wokół, zauważyłam jakąś dziwną pustkę obok mje. okazało się, że to Zagrycha podwędziła mi szklankę z piwem :/. oczywiście swą własność odebrałam, chociaż nie wiem po co, bo i tak tegoż do końca wypić nie zdążyłam. jestem chyba rekordzistką – nie mogę zmęczyć jednego piwa w półtorej godziny :|.

zmyłyśmy się koło dwudziestej drugiej, nieco wcześniej zwiedzając toaletę. stwierdzono w niej braki:

- zamka w drzwiach od kibla
- mydła przy umywalce
- ręczników papierowych przy umywalce
- żelu do włosów w pojemniku na żel do włosów :|

dziwię się, że w ogóle była woda i muszla klozetowa.

no i to na tyle. było nudniej, niż na to wygląda.

edytacja: fak, zapomniałam ja napisać coś jeszcze. otóż kiedy poleciała przez głośniki jakaś hitowa kiczowa pioseneczka, zaczęłyśmy się nieco wydurniać, w czym oczywiście przodowała Zagrycha. tzn takie przerośnięte bałnsowanie na siedząco. pech chciał, że zauważyli to panowie ze stolika obok. pech chciał, że byli to panowie z naszej klasy…

9c komentarze/y do jesterdej

  • juriusz

    pech to by był jakby was panowie zaczęli wyciągać do tańca do tego hitowego utworu.

    Ja od lat mówię, że dobra impreza to albo w domu albo w plenerze, bo w klubach to nuda i beznadzieja, chyba, że zaćpać, a i to z czasem nuda i beznadzieja.Tylko jakoś nikt mnie nie słucha, a sam rokrocznie muszę dom remontować po urodzinowej libacji

  • bla bla part two

    to to była próba klawiatury…
    NOTKA CO DO IMPREZY:
    tak-ujęłam żem mój ból głowy nieco dosadniej..
    tak-ledwo przeszłam prostopadle do tyh dwuh pakerów megagigantówznadmiaremtkankimięśniowejwbarahzamiastwgłowiemuzgó…
    tak-ból łepetyny+ zajumana złotówka+ widok Ceri butuf+ SKŁADANE PRZEZE MNIE ŻYCZENIA+ wizja i fonia Aryjczyka+ 2 pifka+ brak leków= zamulanie i wieeelki splaszcz psyhiczny :|:|:|
    Ratowało mnie to, że mam zajebisty płaszcz i jestem przez to faaajna :] No. I wizja darmowego browarka, który ku mojej wielkiej nieuciesze okazał się rozrobioną orenżadą gazowaną, ba ba ba.
    dziwnym nie jest-darmowe:/
    iiii mam stanowczo dosyć na naszej uczelni…wszyscy mje wqrwiają (no-prawie), zmuszają do nieprzyjemnyh myśli, betonowyh bucikah etc..
    Taaaa……rozmarzyłam żem się znuf….
    Lubię robić błędy w pisowni swej:]che che che…ale nie jest mi do śmiehu…ble, może wezmę się załamię po raz….HM…ale nie odpowiadam za mój brak humoru
    Ave… ;(

  • xtal

    buehehehe… o ja pierdole :]

    nie wiem co Ty robisz w juriuszowych linkach :/

  • potti

    łał, ceri end klabing, łał ;].

    łał, ceri end buty na obcasie, łał ;].

    łał, ceri i czilałt, ła ;].

    łał, mam tak dalej łał, czy już cię wkurzyłam? ;P.

  • Kookey

    Fatycznie-z punktu widzenia czytelnika wygląda to na porywające doświadczenie.Jeszcze nigdy nie gadałam z koksem,czułaś może odór imbecylizmu,czy pokrył się z zapachem szczodrze wylanej wody kolońskiej…?
    A ile cm miały obcasy?Bo mój czas ustania na obcasach bez wywalenia się jest wprost odwrotnie proporcjonalny do ich wysokości :D.

  • Ceri

    juriusz – panowie sami byli dalecy od chęci tańczenia chyba. w ogóle byli dalecy od wszystkich, tylko wesoło gawędzili we własnym gronie ;) a imprezy to i tak zawsze najważniejsza kwestia to nie gdzie, tylko z kim.

    zagrycho – no co ty z tym humorem :/

    xtal – jak to co robię ? widnieję :P

    potti – od wkurzania to ja jestem :P

    kookey – w zasadzie nie pamiętam, czy od dresa było czuć cokolwiek, poza zapiekanką, którą trzymał w łapskach. obcasy mają jakieś 4-5 cm, i moje pierwsze kroki w nich bynajmniej nie należały do prostych i bezbolesnych :/

  • xtal

    no ale kurwa!!

    papiez papierzem, tsunami tsumami a juriusz.blog.pl to juriusz.blog.pl.

    musisz sie bardziej dziewczyno starac. bedziesz przynudzac, to przychodzic przestane. i jak bedzie wygladac Twoje zycie?

    he?

  • Ceri

    rozumiem, że to była ironia. ale człowieq – przecież ja cię tu nie zapraszałam, nie ? a juriusz.blog.pl to nie ceri.blog.pl, więc co ma treść jednego do drugiego ? :/

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>