Kategorie

  • Brak kategorii

this is not really happening

nie pamiętam od czego zaczął się dzisiejszy mój sen, w każdym razie pierwsza rzecz jaką pamiętam, to że siedziałyśmy [czyt. ja, Carneramiel i Zagrycha] w moim domciu. na dworze było ciemno, godzina około dwudziestej drugiej, w domu też ciemno, chociaż nie bardzo wiem czemu, leciała prawdopodobnie jakaś muzyka w radyju, moi familianci byli nieobecni [to chyba jakiś cud], za to obecne były jakieś flaszki z winem. nie wiem jak ani dlaczego, ale jakimś cudem okazało się, że owego dnia [raczej wieczoru] klasa nasza cała urządza imprezy z jakiegośtam powodu [czyjeś urodziny?] i że jakieś ognisko planują nad rzeczką czy coś w tym stylu. tak jakoś postanowiłyśmy, że ja się przejdę na spacerek z Zagrychą, a Carneramiel pójdzie za chwile na wspomniane ognisko i my też tam po chwili dołączymy.

tośmy sobie poszły pospacerować.

na dworze było cholernie ciepło, zwłaszcza jeżeli wzięło się pod uwagę, że był marzec, godzina około dwudziestej trzeciej, a ja miałam na sobie jakiś tiszirt, jakieś czarne spodnie do kolan i jakieśtam buty, a Zagrycha ubrana była podobnie. w drodze nad rzekę spotkałyśmy część naszej klasy przy ognisku. była to część części żeńskiej, jeżeli mam już bawić się w szczegóły, i tutaj przydarzył się kolejny fakt, wskazujący na wysoką temperaturę powietrza, albowiem panienki z naszej klasy odziane były w stroje kąpielowe :/. poza tym były nawalone oczywiście. niezwracając zbytniej uwagi na skąpo odziane klasowe towarzyszki polazłyśmy sobie dalej, nawijając jednocześnie o jakichś życiowośmierciowych absurdach. jedyny dialog, który pamiętam, brzmiał:

- jaki dzisiaj dzień ? – zapytauam.
- 19ty marzec – odparła Zagrycha
- to za dwa dni już wiosna, fajnie, już nawet ciepło jest.

tak idąc po jakiejś polnej ścieżce dotarłyśmy… na rynek jakiegoś miasta [nie pamiętam jakiego, ale wydawało mi się znajome], gdzie zrobiłyśmy zakupy [nie pamiętam, co właściwie kupiłyśmy - może to lepiej ;P]. później wlazłyśmy do jakiejś kamienicy, która okazała się być naszą szkołą, w której odbywały się kastingi do woja. później jakoś żeśmy wróciły do wspomnianego wcześniej ogniska, gdzie rezydowała już cała klasa [no może troche wyjątków zwyczajowych było], wszyscy w stanie wskazującym na spożycie [wszyscy poza Carneramiel]. ludziki siedziały sobie na dłuuugich, typowo szkolnokorytarzowych ławkach [czyt. decha i dwie podpórki]. i nagle, niewiadomo skąd, zaczęli się tam złazić ludzie z mej klasy z gimnazjum, a wśród nich dawno już niewspominana panna M ! widok jej wprawił mnie w ogromne zdumienie, albowiem zamiast kręconych włosów w kolorze brąz miała blond warkoczyki na całej głowie, i na dodatek okulary z czerwonymi oprawkami na oczach. sprawiała wrażenie przybitej, więc cośtam do niej rozmawiałam, chociaż nie bardzo mi się chciało.

kiedy ognisko zaczęło przygasać, ludzie kończyli rzygać, a słońce postanowiło wstawać, ja, Carneramiel i M postanowiłyśmy wrócić do domu. nie rozumiem czemu wracałyśmy tramwajem, no ale tak jakoś wyszło, a że nawet w snach nosze w torbie jakiś aparat, to powiedziałam, że możnaby se jeszcze zdjęcie zrobić. pech chciał, że powiedziałam to w tramwaju, i że jakaś grupka jołmenów stojąca za mymi plecami też to usłyszała. jeden rzucił jakąś głupią uwagę do swych kumpli tak, żebym nie usłyszała. ale miał pecha, bo usłyszałam i na dodatek odwróciłam się i z miną psychopatycznego mordercy, rzekłam:

- Ha Ha Ha.

gościowi zrobiło się głupio, wszyscy ludzie z tramwaju zaczęli się z niego śmiać i klaskać :|, a pan psor od polskiego który wziął się tam niewiadomo skąd rzekł, że dobrze zrobiłam :|.

no i wiadomo – obudziłam się.

7c komentarze/y do this is not really happening

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>