Kategorie

  • Brak kategorii

autumn

pierwszy dzień jesieni zaowocował tym, że przyodziałam płaszcz zimowy i miast do szkoły, wyruszyłam na podbój instytutu górnictwa politechniki wrocławskiej, który to mieści się w budynku K-3 przy ulicy jakiejśtam. nieważne z resztą. wcześniej zalukałam do tego, co po komunizmie zostało, a nazywa się obecznie domem handlowym podwale [a kiedyś społem, bo za późno wstołem], gdzie tak samo, jak za komuny, jakieś czerwone ryby pływają w sadzawce, którą ktoś postawił na podłodze sklepu. kiedy byłam mała tylko dlatego ten sklep lubiłam – bo sobie mogłam na fontannę z rybkami popatrzeć, chociaż miałam w domu ryby w akwarium. no ale nieważne, chodzi o to, że sklep ów dziś posiadał rzecz niezwykle dla mnie cenną, mianowicie ZEGAR ŚCIENNY. tak, albowiem od kiedy mój sławetny zegarek z kaczorem donaldem ma zerwany pasek i nie ma kto pójść i wymienić, jestem człowiekiem bez zegarka. współczujcie mi, no już.

zamotałam się, nie ?

ale grunt w tym, że po zaopatrzeniu się w prowiant na zegarze pojawiła się godzina ósma trzydzieści około [do czego to dochodzi - centrum miasta, ósma trzydzieści, pusto i sklepy pozamykane a ja tam marzne w płaszczu zimowym], więc wyruszyłam na miejsce, gdzie miałam spotkać się z Ilo.

to takie fascynujące. o czym ja właściwie chciałam napisać ?

na miejscu zrobiłam pięć kroków w lewo, pięć kroków w prawo i nagle obok mnie znalazła się Ilo ze swoim białym porsche i okrzykiem ‚szatan!’ [z ciekawszych jej odzywek - kiedy odbiera telefon na 90% powita rozmówce sekwencją 'sieeema, nieee ?', tudzież mówi ave na cześć i papa]. kiedy ulokowała swe dwukołowe porsche pod latarnią przy wejściu do wspomnianego instytutu górnictwa, postanowiłyśmy wpełznąć do środka. pan w okienku powiedział nam, że mamy pójść schodami na górę i w lewo [ja bym się zgubiła, bo bym nie wiedziała które lewo]. tamże Ilo zaluknęła do sali, gdzie, jak mi później powiedziała, jakiś koleś stał sobie i miał na głowie to takie co mają zakonnice [czapka od habitu :P]. jak się jednak okazało, koleś był prowadzącym wykład a jego nakrycie głowy było jedynie kapturem średniowiecznego górnika…

na wykładzie było może 15 osób, z czego dwie – ja i Ilo – nie znały prowadzącego. kameralnie. temat wykładu brzmiał ‚Życie i praca górników w dobie średniowiecza’ [ja nie żartuję]. pan prowadzący mówił o górniczych prawach, świętach, strojach i ciężkiej pracy tychże czołowych działaczy podziemia. na zdjęciu pokazał taki fajny górniczy topór z ciekawym ostrzem i dziurą w tymże do wyciągania gwoździ [moim zdaniem nie wyciągali tym gwoździ, tylko otwierali butelki z piwem].

4c komentarze/y do autumn

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>